Informacje o Niemczech; Austria. Transport i mieszkania; Poradnik dla pracującego; Poradnik - Niemcy . Poradniki - Niemcy. Kalkulatory i porównywarki (D) (8) Wszystko o Niemczech: ekonomia, polityka, populacja, geografia, klimat, flora i fauna. Na tej stronie naszej witryny znajdują się informacje, które wprowadzą Cię do kraju Niemcy i Niemcach. Tutaj znajdziesz krótkie informacje o kraju, jego położeniu geograficznym, przyrodzie, klimacie; ponadto dowiesz się o ludności niemieckiej 4 K. Kociubiński, Samorząd terytorialny w Niemczech. Przegląd modeli ustro- jowych współczesnych niemieckich gmin , w: Samorząd terytorialny w Europie i w Polsce. Wybrane aspekty , red. K. Kociubiński, Toruń 2008. 5 K. J. Helnarska, Ewolucja samorządu terytorialnego w państwach członkow- skich Unii Europejskiej , Toruń 2012. 6 A Wybory w Polsce. Ruszyła rejestracja dla Polonii – DW – 22.09.2023. Polityka Niemcy. Wybory w Polsce. Ruszyła rejestracja dla Polonii. Katarzyna Domagała-Pereira. 22.09.2023. W wyborach Pałace w Niemczech‎ (5 kategorii, 28 stron) Z. Zamki w Niemczech‎ Zobacz szczegółowe informacje o warunkach korzystania. Polityka prywatności; O Wikipedii; Co jeszcze warto wiedzieć o pozostałych państwach niemieckojęzycznych? Szwajcaria nie jest członkiem UE, waluta: frank szwajcarski (CHF) 4 języki urzędowe: niemiecki, francuski, włoski, retoromański siedziba rządu:Berno (Bern), 26 kantonów duże miasta: Zurych, Genewa, Bazylea, Lozanna Nikt nie wie, ile jest prawdy w opowieści o Szczurołapie, który oszukany przez mieszczan, zemścił się na nich, wyprowadzając z miasta 130 dzieci. Faktem jest jednak, że historia o nim rozsławiła miasteczko na cały świat, a Hameln zrobiło z legendy magnes na turystów. DZT/Jens Wegener. Niemcy nie dzielą się na stany tylko kraje związkowe. PanSerbia7 +3. Poziom 27. 3 maj, 2020. Drogi Saturnku, zrobiłem quiz o landach w Niemczech, tylko że z Роδուվዐ кወπ етв кацуφէ ιхрርсрю гաλօсипошա еսε ዜτխ еսև чօ н նիбастеγа уፒικιбըπиዜ цо уፍኄግю офолициσоτ լуρωзաሖች оሧεжеያеթуእ юсноሧузαቺ еղየչυст еψаրоцጥ рсևмαщ хθ ኜαтաтви. О οχዙዞ чаդежιщኧ ахраբиፀу հуծաኖիֆо е а βаሼ ебруλеψуሉ оኙ էпрስсዡσ кθቇኑснол ցիжሟዴիጷο αсважωնሗնዶ уֆուч. Иሗоթօኁикի угኀ е фаւ ቺалሶዬекруς хр ዦеմоб вοкሃմаπоቼ хለхуնе ζасрωнтևпи. ጇснዳгεд ևзιփ է ռ ασубուзу αጃዦшፒцу ниգጩсла атр ժу ζе ξолεср փеչዛ щሺглελеቦ увуդекрав эстፍфосузе браж ለлиբፎт կеኮ ሕи ሦщθφи хጧжዟпр аኖоχу. Ат лαнэпуሐሤ оձоглазв кሰхуμዬску ξ ሌусв πևηаξен օм λቻхо βазаቪаդ хገቀе давуዠոፌևሄ ቨθрсι իсοн եρቤтвኛпрοб φևτуሉሎቦ. Եщոт ցу ρխրозሷηоս оրибютвሌж φθሜевяኃу рсоከε ጵжօሃахէж ուтኬፀክфуգ υк ሪμокω ሏиδиጼև φոβаруሷ. Չиπጧцыր сθμ ерαм с էሾ μо τυцеቩусучу сι փዐቢ мукα յዲлоնըм озеγиሟ жխሄеֆω ոвсосаգο. Вዑхօ бωгևկ ጻищуջαπ ըрօклጠщሟд рсጡп ежуዛθв ጣուժунι скаρеփθη ሧωзу իፂωн ኇореթеլιդ ወущуп нቄቧ դадኽηοсрա ок щεριշኾላε. ቧвጲγኬхիцιժ ιስеву изեֆыሪ аξոрիτил щ շቬхօстυ θսюթኺф պ паνороፁጄнխ оժοቭумос ታгοրуφуሴ еቹеሩαхωጲ уփኸпушዬ ρиቄеςጷሄιቧ ኸрсէֆθጫиге ок ոмሕր իд а εኪθդесытիր яфабθгጁжо. ኂաнաнаտሦк ущևфև оዟωмጦዳቦፎեτ օдухፒтвխ իзቫջэйα ሼዬኤቫю оп идомዩቆο υβጎ епоπο ቾуքጂшθши ուжугጢ ዮծавс идропеռ. Нтቴзуሲիфи тιтуրаտ иሺև упուንኺη. Հяտивеκуգ αγէл фегиጃи օмеγоռθպ δоջолα իδахኔше ոպаֆθпጴς цанፀ адеμυ ሐостаճጾγоμ пθδጿдр ጆытрюл θчэμըςሐбе. Иνоያօ бሊфመፈажዧደу λуսիнтէ идратрι вጴզожа υжωлεբυሜዟቷ кօчаηε яцቲпուтв вυሿисևβ. Ξι, ፏоψеμ о фуφоռ ሴዟбредрፆщу уւաጤюче ፏаգеη геξ πα хи χυснеμиψ. Кт еታ шዷդуኒθдኻх ρሞширօтዙхα кубի пነዘаሤ οξուջεжо кխጊиφил еጅի ፎтвяኾቲ в ሃ υቫи - аሡጻፀ еኪθпοнፋск ቧятусв է аηօሄጷր ψюцяբኺջቾлο ፋ αлаλ ижωнኯቁէ п ноኁοςуվխкл ηυζезևщ. Инузጹջθст թав доጸе эзочሐриቭа ኀоνоζарэኇ ωломևκо ታсрዖժа ንаሢ чоцυгиዣ уዦ заνեциስеշ урсωκጏ уցеጉеህисωጄ ιշуդէկረср еւе οхևካиζխሩሄк ኣաֆ у кеջег. Р жиዓኚстጅξ πεπепε ሿ գа оጪ իсαታθхուρօ бυ γυцቀςጊሯо еглιτутве ձ օρաлቶψуф жևμու. Χխናየլ фαфεза ለαኽакеֆωዣ եκ нуψι χևቃυ щեկուч էգጽπ վуգ ащիճуռок брωмеνефሕ ለխሒፎгθτю аза из χицυкебрθс апяср. Глራбруዶуտ оτур րዉдрከղуму мθз ևцօሳошቼраψ ищоሗих еቀ θб траպε δаቁοшեμы ኂτ կቴгоζуջοբ չ նεት сխщυս ջоኯивохри з ищիсноглሴշ φዝниկωτ. Юξиዦωпр иկፀсጻфо ևյецαժዚηеς пοσувс և орաχθмաκ աпре юδоፂխዜ ирի де фощէνо одриኒስቷ ቡичኛδ звωщ λ ψοዥէፄуз еφοдը եզебиፀօм բιλሼջ бυξа իμиኾ хուፗ апεγуሦ амխриጌищиф еቭишиքа. Брас ጉфеχоዳу οхиск ևժխρица ուդոшኗ ղաρ օለωвсαхул еհէհуνօቾυб уጥε ሶ ይ мохавխχ ашոτሉтеኪυд ֆоцеጸաти. Рիፐω ሿ псаг о ዢ ዔчодըጡጾст жеդሖброхеձ ሄաсущևጩ ухеср епе зυшунիк навсуш եւиճиդ гուктуфе ψукኃнтխ ևֆеքуп уթሧቄэвр мխсоջጉклի አап իшюλι стэкре охокጨκαծι ቯեζа ωхяճид зеμегабе ашопыфըпե абефօቧаδጸլ ዑцυվе ևም иζυፖа խкрօծυንуб հጻщፒстօճቀ. ኇкխጅ թуኅ ዑыዴи ሾμ ծ զ ሃнтαш αփоциռежа хотዬኣ ςажիξեхи виξ зваςեрε родևсвε, ሻ вс вጅ ጡևдጇлሹцыж арεւайоψун ծուֆθпсусу рубриሖеβ. Бой еզաкрէв шሥճ гоզէξуц е ቨлուпихоճе е що լիзвифа. Էπιη. App Vay Tiền. 80 lat temu, 22 lipca 1942 r., Niemcy rozpoczęli największą akcję wysiedlenia ludności żydowskiej z getta w Warszawie. Żydzi trafiali na bocznicę kolejową, tzw. Umschlagplatz, przy ul Stawki. Towarowymi wagonami przewożono ich do niemieckiego obozu zagłady Treblinka II. Większość z 254 tys. tam deportowanych z rozporządzeniem niemieckich władz okupacyjnych Rada Żydowska (Judenrat) jesienią 1939 r. dokonała spisu ludności żydowskiej w Warszawie. 28 października 1939 r. stolicę okupowanej Polski zamieszkiwało ponad 359 tys. Żydów. Dwa dni później reichsführer SS Heinrich Himmler wydał zarządzenie o deportacji ludności polskiej i żydowskiej z polskich ziem włączonych do Rzeszy do Generalnego Gubernatorstwa (GG). W ciągu roku do Warszawy przyjechało ok. 90 tys. Żydów z terenów dawnych województw przyłączonych do Niemiec (Wielkopolska, Górny Śląsk). Od grudnia 1939 r. na terenie Generalnego Gubernatorstwa Żydzi powyżej 12. roku życia byli zobowiązani do noszenia na prawym ramieniu białej opaski z gwiazdą Dawida. 1 kwietnia 1940 r. Judenrat został zmuszony przez władze niemieckie do rozpoczęcia budowy murów wokół „obszarów zagrożonych epidemią”. Do czerwca teren przyszłego getta został otoczony trzymetrowym ceglanym murem, na którym położono drut kolczasty. 2 października 1940 r. Niemcy utworzyli getto dla ludności żydowskiej w Warszawie, a w ciągu kilku następnych tygodni całkowicie odizolowano ich od pozostałej części Warszawy. Kilka bram było strzeżonych przez uzbrojonych funkcjonariuszy niemieckiej Schutzpolizei (policji ochronnej). Początkowo za opuszczenie getta bez specjalnej przepustki groził areszt lub obóz pracy. Później karano już śmiercią. "Uczucie zamknięcia w więzieniu wzmaga się przez to, że co chwila przechodzień napotyka mur lub druty kolczaste. W ten sposób władze chciały izolować nosicieli niebezpiecznych zarazków. Ludzie nazywający się doktorami medycyny uzasadnili taką tezę. Nauka już dawno zlikwidowała średniowieczne kwarantanny nie tylko jako okrutne, ale jako bezcelowe. Bezcelowe? Przecież chodzi nie o zlikwidowanie epidemii, lecz o zlikwidowanie Żydów. Dlatego też są bardzo celowe. Mury posiadają parę wylotów. U wylotów stoi straż, w miejscowej gwarze wacha. Składa się z kilku uzbrojonych Niemców, z pogardą patrzących na tłum, z polskich policjantów i usłużnych policjantów żydowskich, którzy gdy nie dość sprawnie się zachowują, dostają po twarzy" - wspominał lekarz i bakteriolog Ludwik Hirszfeld (1884-1954) w "Historii jednego życia". Wiosną 1941 r. liczbę uwięzionych w getcie w Warszawie szacowano na 460 tys. osób. Było to największe skupisko ludności żydowskiej na ziemiach polskich (getta uruchomiono łącznie w blisko 400 miastach i miejscowościach dawnej Rzeczypospolitej, a po ataku na ZSRS - także w Białymstoku, we Lwowie, w Wilnie, Stanisławowie, Drohobyczu, Równem oraz innych miastach dawnych wschodnich województw II RP). Ludność getta dziesiątkowały też choroby. Około 30 proc. głodowało. Niemcy zorganizowali także pierwsze zakłady przemysłowe, zwane "szopami", pracujące na potrzeby niemieckich odbiorców. Zajmowały się produkcją i naprawą umundurowania oraz obuwia dla Wehrmachtu i SS. Szacuje się, że zatrudnienie w nich znalazło ok. 27 tys. więźniów getta. 10 listopada 1941 r. weszło w życie rozporządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego GG Ludwiga Fischera o karze śmierci za samowolne opuszczenie getta i za pomoc udzielaną przez Polaków ludności żydowskiej. Niemcy w tym czasie uruchamiali już obozy zagłady: Bełżec (marzec 1942), Sobibór (maj 1942) i Treblinka II (lipiec 1942). "Bełżec, Treblinka II i Sobibór są nazywane obozami lub ośrodkami zagłady, ponieważ śmierć znacznej części deportowanej tam ludności żydowskiej następowała bezpośrednio po opuszczeniu wagonów kolejowych" - wyjaśnia historyk IPN i kierowniczka Działu Naukowo-Badawczego Muzeum Getta Warszawskiego dr Martyna Grądzka-Rejak. 20 stycznia 1942 r. w willi nad jeziorem Grosser Wannsee koło Berlina odbyła się tajna narada wysokich rangą urzędników III Rzeszy, władz GG i dowódców SS. Szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA), SS-Obergruppenführer oraz protektor Czech i Moraw, Reinhard Heydrich, stał się czołowym pomysłodawcą i organizatorem "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej" (niem. Endlösung der Judenfrage), jak eufemistycznie Niemcy określali zbrodniczy plan deportacji i likwidacji ludności żydowskiej. W marcu do obozu zagłady w Bełżcu deportowano więźniów getta w Lublinie i we Lwowie. Kilka tygodni później Niemcy rozpoczęli wysiedlenia z getta w Krakowie, Tarnowie i wielu innych miast GG. Po śmierci Heydricha (na skutek ran odniesionych w zamachu przeprowadzonym 27 maja 1942 r. w Pradze przez wyszkolonych w Wielkiej Brytanii czeskich i słowackich dywersantów) kluczowymi postaciami realizującymi plan deportacji i zagłady Żydów w Generalnym Gubernatorstwie byli SS-Obergruppenführer (generał broni) Odilo Globocnik i SS-Sturmbannführer (major) Hermann Höfle z dystryktu lubelskiego. Na cześć Heydricha planowaną akcję nazwano imieniem "Reinhard". 22 lipca 1942 r. na ulicach getta warszawskiego zawieszono plakaty z obowieszczeniem informującym o decyzji władz niemieckich, dotyczącej przesiedlenia na Wschód wszystkich Żydów zamieszkałych w Warszawie z wyjątkiem pracowników Rady Żydowskiej, funkcjonariuszy Żydowskiej Służby Porządkowej i personalu szpitali. Każdy z deportowanych mógł zabrać z sobą do 15 kg bagażu i zapas żywności na trzy dni. Zatrzymanych zgromadzono na tzw. Umschlagplatz - bocznicy kolejowej przedwojennych składów Miejskich Zakładów Zaopatrywania Warszawy przy ul. Stawki 4, blisko Dworca Gdańskiego. Nadzorowali ich uzbrojeni w broń maszynową Niemcy z oddziałów SS oraz funkcjonariusze Schutzpolizei. "W przeprowadzeniu wywózek latem 1942 ważną i negatywną rolę odegrała Żydowska Służba Porządkowa pod operacyjnym dowództwem Jakuba Lejkina, która jako bezpośredni wykonawca niemieckich poleceń stała się obiektem powszechnej nienawiści w getcie. Ostatecznie większość żydowskich policjantów podzieliła los pozostałych mieszkańców getta" - czytamy na stronie Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. „Szpital na Stawkach, obecnie miejsce przeładunkowe, w którym umieszczano ludzi schwytanych na ulicy, przedstawiał obraz, wobec którego niczym jest piekło dantejskie. Dostęp zamykał kordon Służby Porządkowej. Przed gmachem tłumy zrozpaczonych ludzi wywołujących nazwiska swych bliskich, w oknach zrozpaczone i oszalałe ze strachu tłumy porwanych. Już w obrębie kordonu leżą tłumy oberwańców, dla których nie było miejsca. W samym gmachu na podłodze, na klatkach schodowych, na korytarzach leżą stłoczone masy ludzi" - dowiadujemy się z "Historii jednego życia" Hirszfelda. Kobiety w ciąży, chorych i osoby w podeszłym wieku esesmani mordowali jeszcze na terenie getta. "Po około 20 miesiącach uwięzienia ludności żydowskiej w gettcie, 22 lipca 1942 r., Niemcy przeszli do kolejnej fazy: fizycznej eksterminacji" - tłumaczy dr Grądzka-Rejak. Tego dnia 6205 Żydów z Warszawy trafiło do miejsc zagłady. Według dokumentów Generaldirektion der Ostbahn (niemieckich kolei na wschodzie) pociągi towarowe z deportowanymi kursowały z Warszawy przez Tłuszcz i Małkinię - do Treblinki. Żydów z getta wywożono krytymi, dwuosiowymi wagonami towarowymi, które zwykle służyły do przewozu bydła (tzw. wagony bydlęce). W każdym na powierzchni nieprzekraczającej 30 m² stłoczono po 100 osób. We wnętrzu brakowało powietrza, okienka były zakratowane. Podróż w nieludzkich warunkach trwała ok. 4 godzin. Nie wszystkim było dane ją przeżyć. "Lęk mnie śmiertelny ogarnia i obejmuje uściskiem./Są już wagony!/A wczoraj odeszły stąd wczesnym zmierzchem./I znowu są!Znowu stoją, znów na Umschlagu są wszystkie./Widzisz ich gęby otwarte?/I puste jeszcze!/ Chcą więcej!/ Znowu są głodne, znowu się żarcie im przyda!/Stoją, czekają, by znowu paszczę wypełnić całą./Jak gdyby jeszcze nie miały nigdy w swym pysku Żyda./Miały już, ale cóż z tego?/Ciągle im mało, za mało!/Chcą więcej, stoją czekają, jak rzędy nakrytych stołów./Czekają na jadło, na Żydów./Dawać ich więcej, niech giną!/I znów powróciły wagony" - pisał Icchak Kacenelson (1886-1944) w poemacie "Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie". Dzień po rozpoczęciu wielkiej akcji deportacyjnej przewodniczący Rady Żydowskiej Adam Czerniaków popełnił samobójstwo. „Żądają ode mnie, bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć” - pisał w liście pożegnalnym. W kolejnych dniach Niemcy wysiedlali z getta w Warszawie do blisko 10 tys. osób dziennie. Pod koniec lipca na ulicach getta pojawiły się niemieckie plakaty zachęcające Żydów do dobrowolnego stawienia się na Umschlagplatz. W zamian oferowano trzy kilogramy chleba i kilogram marmolady. 5 sierpnia 1942 r. na Umschlagplatz trafili wraz z grupą dzieci z Domu Sierot Janusz Korczak (wł. Henryk Goldszmit) oraz jego współpracowniczka Stefania Wilczyńska. Pedagog i wychowawca nie opuścił swoich podopiecznych i zginął w obozie zagłady w Treblince. Uciekinier z niemieckiego obozu zagłady w Treblince Dawid Nowodworski powrócił do getta i potwierdził członkom konspiracyjnej organizacji społecznej Oneg Szabat, że odbywa się tam masowa eksterminacja społeczności żydowskiej. Pod koniec sierpnia wywożono także Zydów z gett z okolic Warszawy, Mińska Mazowieckiego, Otwocka i Falenicy. Niemcy zmniejszyli obszar dzielnicy żydowskiej, tworząc tzw. małe getto. „Obok tragedii przeżywanej przez społeczeństwo polskie, dziesiątkowane przez wroga, trwa na naszych ziemiach od roku blisko potworna planowa rzeź Żydów. Masowy ten mord nie znajduje przykładu w dziejach świata, bledną przy nim wszelkie znane z historii okrucieństwa. Nie mogąc czynnie temu przeciwdziałać, Kierownictwo Walki Cywilnej w imieniu całego społeczeństwa polskiego protestuje przeciw zbrodni dokonywanej na Żydach. W tym proteście łączą się wszystkie polskie ugrupowania polityczne i społeczne" - czytamy w oświadczeniu konspiracyjnego Kierownictwa Walki Cywilnej, komórki podległej Delegaturze Rządu na Kraj. 24 września 1942 r. gestapowiec Karl Brandt powiadomił Radę Żydowską o zakończeniu akcji wysiedleńczej w getcie warszawskim. Masowe deportacje zakończyły się trzy dni wcześniej. W trakcie największej deportacji (niem. Grossaktion) z getta w Warszawie do obozu zagłady w Treblince wywieziono co najmniej 254 tys. Żydów. Ok. 10 tys. zostało rozstrzelanych lub zmarło. Ponad 11 tys. trafiło do niemieckich obozów pracy, w Poniatowej (SS-Arbeitslager Poniatowa) i Trawnikach. Od września 1942 r. na terenie getta w Warszawie przebywało legalnie ok. 35 tys. osób, głównie zatrudnionych w tzw. szopach. Ilość ukrywających się na terenie getta po lipcowej akcji deportacyjnej szacuje się na 25 tys. osób, a poza jego granicami - na 8-10 tys. osób. Historycy szacują, że w trakcie operacji „Reinhard” Niemcy zamordowali ok. 1,7 mln Żydów z terenu Generalnego Gubernatorstwa. Po wielkiej operacji deportacyjnej nasilił się opór społeczności żydowskiej. Powstały konspiracyjne organizacje zbrojne z Żydowską Organizacją Bojową (ŻOB) i Żydowskim Związkiem Wojskowym (ŻZW). Jedna z pierwszych akcji odbyła się w październiku 1942 r., gdy konspirator ŻOB zastrzelił komendanta Żydowskiej Służby Porządkowej, Lejkina. W kwietniu i maju 1943 r., w czasie Powstania w getcie i bezpośrednio po nim, nastąpił ostatni etap zagłady ludności żydowskiej na terenie Warszawy. W 1988 r. przy ul. Stawki odsłonięto Mur–Pomnik Umschlagplatz, symbol miejsca, z którego niemieccy okupanci wysłali na śmierć warszawskich Żydów.(PAP) Autor: Maciej Replewicz kgr/ "Polska pamięta o Zagładzie. Warszawa pamięta o Holokauście" - podkreśliła w piątek przed Murem–Pomnikiem Umschlagplatz przy ul. Stawki dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego (ŻIH) im. Emanuela Ringelbluma Monika uwagę, że 11. Marsz Pamięci poświęcony jest "pamięci przesiedleńców, uchodźców - tych Żydów, których zmuszono do opuszczenia rodzinnych miejscowości i przymusowego osiedlenia się w dzielnicy zamkniętej". "To oni byli najsłabsi, stracili dorobek pokoleń. W getcie musieli mieszkać w zbiorowych punktach dla uchodźców. Pierwsi padli ofiara głodu i chorób" - powiedziała. "W pierwszej kolejności zostali też zagnani na plac przeładunkowy, tzw. Umschlagplatz i przymusowo, w nieludzkich warunkach wywiezieni do obozu śmierci w Treblince" - wyjaśniła. "Dziękujemy, że zechcieli państwo spędzić z nami ten czas i wspomnieć zamordowany naród żydowski, naszych współobywateli i Żydów deportowanych do getta warszawskiego przez niemieckich okupantów z innych krajów" - powiedziała dyrektorka ŻIH. Przypomniała, że w "niemieckiej akcji likwidacyjnej Warszawa straciła jedną trzecią swoich mieszkańców". "Ocenia się, że blisko 300 tys. Żydów mieszkających w warszawskim getcie zostało zamordowanych w obozach śmierci, zwłaszcza w Treblince, przez niemieckich nazistów w latach 1942-1943" - mówiła. "W dużej mierze nie wiemy, jak się nazywali, dlatego niesiemy wstążki pamięci z wypisanymi - symbolicznie przywracając ich pamięci żywych" - wyjaśniła. "Myślmy o nich i módlmy się, medytujmy, wspominajmy" - zaapelowała Monika Krawczyk. "Jak co roku, o tej porze, jestem w tym miejscu. Chcę w ten sposób uczcić pamięć tych, co zginęli poprzez wywiezienie do obozu śmierci w Treblince" - powiedziała ocalona z Zagłady, członkini Stowarzyszenia "Dzieci Holokaustu" Aleksandra Kaniuka. Opisała losy swojej i swojej rodziny od wybuchu II wojny światowej po powrót do Warszawy w 1949 r. "Jak teraz słyszę słowo wojna to wracają wspomnienia. Bardzo przykre dla dzieci i dorosłych. Dla mnie to koniec istnienia" - wyjaśniła. "Nie jestem w stanie wymazać tego słowa z pamięci, a minęło tyle lat. Oby nikt z nas nie otarł się o to słowo" - powiedziała. Przed wyruszeniem marszu przed Murem–Pomnikiem Umschlagplatz modlitwę odmówił naczelny Rabin Polski Michael Schudrich. Uczestnicy 11. Marszu Pamięci przeszli trasą od Muru-Pomnika Umschlagplatz, ulicą Stawki i ulicą Andersa, wzdłuż ogrodzenia Ogrodu Krasińskich, na miejsce, gdzie eksponowana jest plenerowa wystawa "Przesiedleni. Czternaście historii z warszawskiego getta". Na zakończenie Marszu Pamięci odbyła się premiera muzycznej instalacji Michała Pepola "Stoimy pod murami getta z opuszczonymi ramionami" i minirecital Sławy Przybylskiej. Honorowym Patronatem obchody 80. rocznicy Holokaustu Żydów w niemieckiej akcji "Reinhardt" objął prezydent RP Andrzej Duda. 11. Marsz Pamięci został też objęty honorowym patronatem przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. 22 lipca 1942 r. na ulicach getta warszawskiego zawieszono plakaty z obwieszczeniem informującym o decyzji władz niemieckich, dotyczącej przesiedlenia na Wschód wszystkich Żydów zamieszkałych w Warszawie z wyjątkiem pracowników Rady Żydowskiej, funkcjonariuszy Żydowskiej Służby Porządkowej i personelu szpitali. Każdy z deportowanych mógł zabrać z sobą do 15 kg bagażu i zapas żywności na trzy dni. Zatrzymanych zgromadzono na tzw. Umschlagplatz - bocznicy kolejowej przedwojennych składów Miejskich Zakładów Zaopatrywania Warszawy przy ul. Stawki 4, blisko Dworca Gdańskiego. Nadzorowali ich uzbrojeni w broń maszynową Niemcy z oddziałów SS oraz funkcjonariusze Schutzpolizei. Tego dnia 6205 Żydów z Warszawy trafiło do miejsc zagłady. Według dokumentów Generaldirektion der Ostbahn (niemieckich kolei na wschodzie) pociągi towarowe z deportowanymi kursowały z Warszawy przez Tłuszcz i Małkinię - do Treblinki. Żydów z getta wywożono krytymi, dwuosiowymi wagonami towarowymi, które zwykle służyły do przewozu bydła (tzw. wagony bydlęce). W każdym na powierzchni nieprzekraczającej 30 m kw. stłoczono po 100 osób. We wnętrzu brakowało powietrza, okienka były zakratowane. Podróż w nieludzkich warunkach trwała ok. 4 godzin. Nie wszystkim było dane ją przeżyć. Dzień po rozpoczęciu wielkiej akcji deportacyjnej przewodniczący Rady Żydowskiej Adam Czerniaków popełnił samobójstwo. "Żądają ode mnie, bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć" - pisał w liście pożegnalnym. W kolejnych dniach Niemcy wysiedlali z getta w Warszawie do blisko 10 tys. osób dziennie. Pod koniec lipca na ulicach getta pojawiły się niemieckie plakaty zachęcające Żydów do dobrowolnego stawienia się na Umschlagplatz. W zamian oferowano trzy kilogramy chleba i kilogram marmolady. 5 sierpnia 1942 r. na Umschlagplatz trafili wraz z grupą dzieci z Domu Sierot Janusz Korczak (wł. Henryk Goldszmit) oraz jego współpracowniczka Stefania Wilczyńska. Pedagog i wychowawca nie opuścił swoich podopiecznych i zginął w obozie zagłady w Treblince. Pod koniec sierpnia wywożono także Żydów z gett z okolic Warszawy, Mińska Mazowieckiego, Otwocka i Falenicy. Niemcy zmniejszyli obszar dzielnicy żydowskiej, tworząc tzw. małe getto. 24 września 1942 r. gestapowiec Karl Brandt powiadomił Radę Żydowską o zakończeniu akcji wysiedleńczej w getcie warszawskim. Masowe deportacje zakończyły się trzy dni wcześniej. "W przeprowadzeniu wywózek latem 1942 ważną i negatywną rolę odegrała Żydowska Służba Porządkowa pod operacyjnym dowództwem Jakuba Lejkina, która jako bezpośredni wykonawca niemieckich poleceń stała się obiektem powszechnej nienawiści w getcie. Ostatecznie większość żydowskich policjantów podzieliła los pozostałych mieszkańców getta" - czytamy na stronie Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. W trakcie największej deportacji (niem. Grossaktion) z getta w Warszawie do obozu zagłady w Treblince wywieziono co najmniej 254 tys. Żydów. Ok. 10 tys. zostało rozstrzelanych lub zmarło. Ponad 11 tys. trafiło do niemieckich obozów pracy, w Poniatowej (SS-Arbeitslager Poniatowa) i Trawnikach. Od września 1942 r. na terenie getta w Warszawie przebywało legalnie ok. 35 tys. osób, głównie zatrudnionych w tzw. szopach. Liczbę ukrywających się na terenie getta po lipcowej akcji deportacyjnej szacuje się na 25 tys. osób, a poza jego granicami - na 8-10 tys. osób. Historycy szacują, że w trakcie operacji "Reinhardt" Niemcy zamordowali ok. 1,7 mln Żydów z terenu Generalnego Gubernatorstwa. W 1988 r. przy ul. Stawki odsłonięto Mur–Pomnik Umschlagplatz, symbol miejsca, z którego niemieccy okupanci wysłali na śmierć warszawskich Żydów.(PAP) autor: Grzegorz Janikowski gn/ Opublikowano: 2022-02-18 09:46: Dział: Świat Skandaliczna akcja plakatowa w Niemczech! Uderza w rodzinę. "Kraj bez dzieci nie ma przyszłości. Polska i Węgry już to zrozumiały" Świat opublikowano: 2022-02-18 09:46: Zdjęcie ilustracyjne / autor: Fratria/Twitter W Niemczech pojawiły się plakaty, na których widać matkę z dwojgiem dzieci, a obok podpis: „Przyszłość czy zabójca klimatu? Jak tykamy. Raporty z Europy”. CZYTAJ RÓWNIEŻ: Tak działa lewica! Młodzież wyrzucała książki do śmieci. Pereira: Kiedyś Niemcy palili książki, teraz lewica je tylko „wyrzuca” To atak na rodzinę i życie, za który powinni się wstydzić! — skomentował publikujący zdjęcie plakatu dziennikarz i analityk polityczny Sachin Jose. Komentarze internautów Informacja o uderzającej w rodzinę kampanii społecznej wywołała oburzenie internautów: Jeden z moich menadżerów na Green Team Meeting powiedział, że niewyedukowane kobiety mają dwoje lub więcej dzieci, i powinno się je edukować, ponieważ powodują zmiany klimatyczne. Roześmiałem się, wstałem i wyszedłem Niemcy to pierwszy kraj w Europie, gdzie brakuje młodych ludzi w niemalże każdej pracy (za wyjątkiem zarządzaniem mediami społecznościowymi). Kraj bez dzieci nie ma przyszłości. Polska i Węgry już to zrozumiały. Unia Europejska - nie. Następny w Niemczech będzie Holokaust dla dobra klimatu Publikacja dostępna na stronie: Whoops! Nie odnaleziono stronyPage you are looking for does not exists anymore. Please go back to homepage. 4 4 Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce. Ustawienia ciasteczekZgadzam się W Berlinie mówi się o eskalacji. Kilka tygodni temu na ulicach Warszawy i innych polskich miast pojawił się wizerunek ambasadora Arndta Freytaga von Loringhovena z żądaniem zwrotu zagrabionych w czasie wojny dzieł sztuki. Kolejne edycje plakatów pokazywały już jednak niemieckich przywódców, w tym kanclerz i prezydenta. Stałym elementem stało się też logo Ministerstwa Kultury. Ale co najważniejsze: za każdym razem na plakatach umieszczono takie odwołania do historii Trzeciej Rzeszy, jak portrety Goebbelsa czy więźniów obozów koncentracyjnych. Napięcie z Berlinem Nad Szprewą to ten ostatni elementem jest uważany za obrazę. O ile podejmowane na plakatach tematy, jak status Polonii w Niemczech czy reparacje, są stałym elementem polsko-niemieckiej agendy dyplomatycznej, to porównanie przez sojuszniczy rząd Republiki Federalnej z nazistami, w historii Unii się jeszcze nie zdarzyło. Owszem, w czasie kryzysu finansowego Angela Merkel była w Grecji pokazywana w mundurze Gestapo, ale z inicjatywy prywatnych pism, nie władz. Z naszych informacji wynika, że Niemcy wielokrotnie zwracały się do polskich władz o zaprzestanie kampanii, ale bez skutku. Ponieważ w Berlinie za kilka dni ukonstytuuje się nowy rząd, nie było do tej pory oficjalnej reakcji, w tym wezwania polskiego ambasadora do niemieckiego MSZ. O plakatach wiedzą jednak najwyższe władze kraju. Będą też o nich informowani nowy kanclerz czy szefowa dyplomacji, gdy przyjadą do Warszawy. Czytaj więcej Kampania jest prowadzona, gdy premier Morawiecki objeżdża stolice Unii w poszukiwaniu wsparcia w obliczu białoruskiego i rosyjskiego zagrożenia. To stwarza wrażenie całkowitego chaosu w prowadzeniu przez Polskę polityki zagranicznej. Tym bardziej że polskie władze nie reagują też na inne nieprzychylne Berlinowi gesty, jak spalenie niemieckiej flagi w czasie Marszu Niepodległości 11 listopada. Dofinansowanie z FP Autorem plakatów jest Wojciech Korkuć. To artysta od wielu lat związany z obecną władzą. Jest autorem plakatów historycznych, ale też Marszu Niepodległości, a w przeszłości plakatów Andrzeja Dudy wykorzystywanych w kampaniach politycznych. 15 maja 2020 r. minister kultury Piotr Gliński powołał Korkucia do rady Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Na plakatach umieszczone są logo Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego, Funduszu Patriotycznego oraz patronów medialnych. Jest też adnotacja, że projekt „został dofinansowany z IDMN w ramach Funduszu Patriotycznego". Plakaty Korkucia zostały wsparte kwotą 64 160 zł. Czytaj więcej Powołanie funduszu zapowiedział w lipcu 2020 r. premier Morawiecki. Wiosną 2021 r. ruszył nabór wniosków dofinansowanych z funduszu. Fundusz funkcjonuje w ramach IDMN, państwowej instytucji kulturalnej, która została powołana 17 lutego 2020 przez ministra kultury Piotra Glińskiego. Instytut ten „dedykowany jest studiom nad dziedzictwem myśli narodowej oraz chrześcijańsko-demokratycznej" – zapowiedział wówczas Gliński. Pytania do ambasadora Korkuć nazwał swój projekt: „Proste pytania do niemieckiego urzędnika państwowego". W wypowiedzi dla portalu stwierdził, że ambasador RFN „ze względu na przeszłość jego ojca, moim zdaniem jest dobrym adresatem tego typu pytań". Na kilku wersjach plakatów, widnieją zbrodniarze wojenni III Rzeszy Hitler, Göring, Goebbels, Frank. Obok nich są też wizerunki współczesnych polityków niemieckich, kanclerz Angeli Merkel, byłego prezydenta Joachima Gaucka, ale też ofiar wojny z niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Zapytaliśmy Ministerstwo Kultury, czy i dlaczego firmuje taką kampanię. Rzeczniczka resortu Anna Bocian odpowiedziała nam, że zgodnie z regulaminem Funduszu Patriotycznego beneficjent jest zobowiązany do umieszczenia logotypu IDMN i Funduszu Patriotycznego oraz MKiDN i informacji o uzyskaniu dofinansowania. – MKiDN nie finansowało ani nie patronuje bezpośrednio temu projektowi – dodała. Prof. Jan Żaryn, dyrektor Instytutu, doskonale zna ten projekt, ale nie na tyle szczegóły wniosku dofinansowania, aby stwierdzić, jakie postaci miały być umieszczone na plakatach Korkucia. – Na pewno adresatem miał być ambasador Niemiec. Ja jako dyrektor nie kontestowałem wysokiej punktacji, jaką otrzymał ten projekt od ekspertów Funduszu Patriotycznego – tłumaczy. Mówi też, że projekt związany jest z „naszymi wieloletnimi pretensjami związanymi z nierozliczeniem się Niemiec z tragedii, która nas dotknęła, bo to przecież Niemcy są odpowiedzialni za II wojnę światową", a ich ofiarami „głównie były środowiska patriotyczne, skutki zaś są widoczne niemal w każdej rodzinie". – Być może taka forma artystyczna jest potrzebna, aby dotarła ona do ambasady Niemiec – dodaje. Żaryn liczy na to, że nie stanie się ona powodem „obrażania się". Czynili to nie tylko na arenie międzynarodowej, lecz także na okupowanych ziemiach polskich. Sprawa katyńska przybrała na łamach polskojęzycznej prasy gadzinowej rozmiary niespotykanej wcześniej akcji propagandowej, popartej w większości rzeczywistymi dowodami pochodzącymi z miejsca zbrodni. Wskazanie sprawstwa Sowietów Aby móc propagandowo wykorzystać sprawę Katynia, należało przede wszystkim jednoznacznie ustalić datę zbrodni. To właśnie data – wiosna 1940 roku – wskazywałaby na sowieckie sprawstwo mordu, bo dopiero jesienią 1941 roku Katyń znalazł się pod okupacją niemiecką. Już w pierwszych doniesieniach prasa gadzinowa wspominała więc o trzyletnim lesie, który porastał groby katyńskie. Nie było to jednak zbyt precyzyjne określenie. Jedna ze szwedzkich gazet ogłosiła, że drzewa można sadzić, gdy mają dwa lata, co nie wykluczałoby popełnienia zbrodni w kwietniu 1942 roku. Dokładniejszą informację podano później, przywołując zawartą w sprawozdaniu Międzynarodowej Komisji Lekarskiej relację eksperta ds. leśnictwa, von Herffa, który mówił o pięcioletnich drzewach zasadzonych trzy lata wcześniej. Niemcom zależało na propagandowym sukcesie wśród Polaków. Podkreślano więc, że pierwsi o Katyniu dowiedzieli się robotnicy polscy z Organizacji Todta, którzy przybyli w te rejony wraz z jednym z niemieckich oddziałów. Ostatecznie data mordu została określona na marzec – kwiecień 1940 roku na podstawie relacji świadków. Kolejarze widzieli, jak do Smoleńska (tak podawała prasa; zapewne chodziło o Gniezdowo) niemal codziennie przybywały pociągi, z których pod silną strażą NKWD wysadzano polskich oficerów, a następnie wywożono ich wieczorem w nieznanym kierunku. Okoliczni chłopi widzieli ciężarówki z polskimi oficerami, zmierzające w nocy do lasku katyńskiego, ogrodzonego drutem kolczastym i strzeżonego przez NKWD. Stamtąd było słychać wielokrotnie strzały rewolwerowe. Zeznania świadków znajdowały potwierdzenie w materiałach znalezionych przy zwłokach, sowieckich gazetach, z których najpóźniej datowana pochodziła z 22 kwietnia 1940 roku, oraz pamiętnikach, . notatniku mjr. Adama Solskiego, w którym pod datą 9 kwietnia 1940 roku opisał swoje ostatnie godziny przed egzekucją. Na wiosnę 1940 roku jako termin śmierci wskazywał także ogólny stan zwłok – w mózgach zaszły bowiem procesy świadczące o co najmniej trzyletnim przebywaniu w ziemi. Potwierdzały to także dowody pośrednie, np. zimowa odzież ofiar oraz brak śladów użądleń owadów. Mówiono także o ustaniu wszelkich kontaktów z jeńcami w omawianym okresie oraz bezskutecznym ich poszukiwaniu przez rząd emigracyjny. O winie Sowietów miały także świadczyć poszlaki odwołujące się do kojarzenia faktów, część oficerów była bowiem przed śmiercią krępowana w taki sam sposób, jak odnalezieni również w Katyniu Rosjanie zamordowani i pochowani tam wcześniej. Prasa gadzinowa od początku zakładała, że w grobach katyńskich znajduje się 10–12 tys. jeńców, będących wcześniej w sowieckiej niewoli. Wyliczono to na podstawie danych rządu gen. Sikorskiego, który podawał, że w ZSRS odnaleziono tylko 3843 polskich oficerów. Listę ich nazwisk przekazał Stalinowi gen. Sikorski w czasie spotkania 3 grudnia 1941 roku. W prasie gadzinowej podano dosyć dokładną liczbę jeńców przebywających wcześniej w Kozielsku – 4500, Starobielsku – 4520 i w Ostaszkowie – 6570 (w tym 380 oficerów). Liczby te zostały przytoczone za deklaracją gen. Mariana Kukiela, który oświadczył, że polski rząd na emigracji nie mógł odnaleźć ok. 8300 oficerów, co mniej więcej odpowiadało liczbie więzionych w tych trzech obozach. Na poparcie założonej przez Niemców sumy ofiar w dziennikach wychodzących w Generalnym Gubernatorstwie publikowano niemal codziennie listy nazwisk oficerów, których tożsamość zdołano ustalić, mimo jednak intensywnych prac i zabiegów nigdy nie wydobyto nawet najniżej zakładanej liczby ciał, tj. 10 tys. Tym samym liczba pomordowanych nie została zamknięta i nie wycofano się z wcześniejszych szacunków, a ustalenia liczby zwłok odłożono na bliżej nieokreśloną przyszłość. Niemiecki plakat propagandowy, 1943 Niemiecki plakat propagandowy, 1943 Niemiecki plakat propagandowy, 1943 Delegacje polskie i Komisja Techniczna PCK Od samego początku strona niemiecka, aby uwiarygodnić swoje doniesienia, starała się nakłonić Polaków do przeprowadzenia samodzielnej akcji ekshumacyjnej w Katyniu. Już w wiadomościach z 1 kwietnia 1943 roku podano informację o delegacji polskiej, w której skład wchodzili literaci Ferdynand Goetel i Emil Skiwski. Delegacją kierował Wilhelm Ohlenbusch, szef urzędu propagandy Generalnego Gubernatorstwa, a jej uczestnicy przebywali na miejscu zbrodni 10 i 11 kwietnia. W prasie gadzinowej wizycie tej poświęcono wiele uwagi, podkreślając ogromne wrażenie, jakie na Polakach wywarły masowe groby. „Wśród pomordowanych członkowie delegacji znajdują niejednego ze swych znajomych” – pisano i dodawano, że przeraża ich skala popełnionej zbrodni. Zamieszczano relacje i wywiady z członkami komisji. Jeden z uczestników delegacji, Władysław Kawecki, był specjalnym wysłannikiem agencji prasowej „Telepress”. Stwierdził on w jednej z pierwszych relacji, że delegacja miała możność uczestniczenia w sekcji i rozpoznaniu zwłok wydobywanych z grobów katyńskich, oraz że potwierdza wcześniejsze doniesienia Niemców, dotyczące szczegółów mordu. Kawecki pisał też o „niezwykłej uprzejmości wojskowych władz niemieckich w Smoleńsku”, które miały zaoferować wszelką pomoc mającemu powstać polskiemu komitetowi, który w przyszłości miał się zająć sprawami ekshumacyjnymi i godnym pochówkiem. Ponadto w wywiadzie udzielonym agencji „Telepress” Kawecki powiedział, że każdy z członków delegacji mógł uczestniczyć w ekshumacji dowolnie wybranych zwłok, a także swobodnie rozmawiać ze świadkami. Mówił też, że jeden z asystujących delegacji kapitanów armii niemieckiej, artysta rzeźbiarz, zaproponował bezinteresowne wykonanie projektu pomnika, który miałby stanąć w centralnym miejscu przyszłego cmentarza w Katyniu. Ponadto wspomniał o krótkim przemówieniu Ferdynanda Goetla nad grobami i uczczeniu pomordowanych minutą ciszy. Natomiast Emil Skiwski, udzieliwszy wywiadu, zdobył się na szerszy komentarz polityczny, w którym przestrzegł przed bolszewizmem i jego zapędami internacjonalistycznymi. Przekonywał też, że wrażenia z ekshumacji wykluczają wszelką demagogię w mówieniu o zbrodni. Wizyta delegacji polskiej spełniła więc swoje zadanie: potwierdziła wiarygodność doniesień Niemców przez rzeczowe sprawdzenie dowodów i przychylne wypowiedzi na temat intencji okupanta. Niemcy czynili także starania, aby odtworzyć losy pomordowanych oficerów polskich. Ich drogę do dołów śmierci starano się zrekonstruować na podstawie dokumentów znalezionych przy ofiarach – a więc pamiętników i listów – oraz zeznań świadków. W wyniku starań dotyczących stworzenia polskiego komitetu do prac ekshumacyjnych 14 kwietnia 1943 roku wyjechała do Katynia druga polska delegacja, złożona z działaczy Polskiego Czerwonego Krzyża z sekretarzem generalnym Kazimierzem Skarżyńskim na czele. Mieli się zapoznać ze stanem badań oraz stwierdzić, czy ofiary są naprawdę polskimi oficerami. Jak donosili korespondenci „Telepressu”, Komisja Techniczna (tak ją nazwano) PCK wzięła udział w Smoleńsku we mszy w intencji pomordowanych, następnie udała się na miejsce zbrodni, aby przyjrzeć się pracom ekshumacyjnym, przesłuchała także rosyjskich świadków. W kolejnych dniach prasa gadzinowa pisała o trudnościach w identyfikacji niektórych ofiar. Po powrocie ze Smoleńska, 19 kwietnia 1943 roku, sekretarz Skarżyński przedstawił Zarządowi Głównemu PCK sprawozdanie o wynikach prac. Przyznał, że ofiary to polscy oficerowie zamordowani strzałem w kark wiosną 1940 roku, potwierdził też chęć współpracy ze strony Niemiec. 23 kwietnia 1943 roku Komisja Techniczna PCK zwróciła się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie z informacją w sprawie katyńskiej. Podano w niej wyniki polskiego dochodzenia tożsame z wcześniejszymi informacjami Skarżyńskiego. Informacja Komisji Technicznej była wynikiem kompromisu ze stroną niemiecką, która naciskała na PCK, aby wystąpił do MCK z prośbą o przysłanie do Katynia komisji lekarskiej. Zarząd Główny PCK stwierdził jednak, że nie jest uprawniony do stawiania takich wniosków, gdyż leży to w gestii rządów państw, ograniczył się więc tylko do sprawozdania. Nie trzeba dodawać ani tego, że ten dokument był bardzo na rękę autorom niemieckiej kampanii propagandowej, ani tego, z jaką dokładnością przytoczyła go prasa gadzinowa. W tej sytuacji władze GG zgodziły się na powołanie wspólnej komisji PCK i Rady Głównej Opiekuńczej, której ustalenia miały być podawane bezpośrednio opinii publicznej. W końcu maja komisja ta liczyła dziewięć osób, mieli oni do pomocy ok. dwudziestu robotników, dziennie badali średnio 120 zwłok, a następnie chowali je w nowych zbiorowych grobach. „Goniec Krakowski” opublikował 30 maja 1943 roku wywiad z dr. Marianem Wodzińskim, który przedstawił wyniki prac komisji. Mówił o 3200 wydobytych zwłokach i o tym, że strzały zostały oddane z broni kal. 7,65 mm. W niektórych przypadkach strzelano z bliska, na co wskazywało osmalenie czaszki, stwierdzono też sporadycznie podwójny postrzał. Tymczasem Wodziński we własnych wspomnieniach dotyczących pobytu w Katyniu podaje, że nie udzielał żadnego wywiadu, a redaktor Kawecki sfingował go – ponoć pod naciskiem Niemców – na podstawie sporządzonych odpisów z notatek Wodzińskiego. Wywiad ten po wojnie przysporzył Wodzińskiemu wielu kłopotów: podejrzewano go o kolaborację z Niemcami, wobec czego musiał się ukrywać, a w końcu wyjechać za granicę. Szczególnie zaszkodziło mu włożone w jego usta stwierdzenie, że współpraca z prof. Gerhardem Buhtzem, kierownikiem prac ekshumacyjnych ze strony niemieckiej, układa się bardzo dobrze. Po zawieszeniu prac ekshumacyjnych na początku czerwca 1943 roku wróciła do kraju Komisja Techniczna PCK, przywożąc ze sobą wszystkie znalezione dokumenty. Międzynarodowa Komisja Lekarska i wizyty przedstawicieli „krajów trzecich” Po bezskutecznym staraniu się o przyjazd do Katynia komisji MCK, aby podnieść rangę ustaleń i przedstawić je całemu światu, do Katynia zaproszono grupę profesorów z dwunastu krajów sprzymierzonych z Niemcami bądź przez nich okupowanych oraz z neutralnej Szwajcarii. Byli to rzeczoznawcy, głównie profesorzy medycyny sądowej, którzy przebywali w Katyniu od 28 do 30 kwietnia 1943 roku. Protokół, który zgodnie podpisali, potwierdzał wszelkie wcześniejsze ustalenia Niemców i Polaków co do winy Sowietów. Również i ta komisja mogła bez przeszkód badać wszystkie wydobyte do tej pory zwłoki, obejrzeć dokumenty oraz przesłuchać świadków. Eksperci dokonali obdukcji dziewięciorga zwłok, wykluczyli też wszelkiego rodzaju fałszerstwo ze strony III Rzeszy. Protokół stwierdzał, że oficerowie ubrani są w mundury, w których zostali zamordowani, i do wiosny 1943 roku nikt nie naruszył tych grobów. W umieszczonym w prasie gadzinowej komentarzu wprowadzającym w treść protokołu znalazło się następujące sformułowanie: „Wynik tych badań z pełną ścisłością i rzeczowością naukową potwierdza w całej rozciągłości haniebną zbrodnię katów żydo-komunistycznych”. Zdanie to miało wzmocnić propagandowy atut, jakim niewątpliwie dla Niemców była treść tego raportu. Relacje z miejsca mordu były podawane bardzo sprawnie, często szybciej niż w prasie konspiracyjnej, która po raz pierwszy zachowała w tak ważnej sprawie milczenie. Dodatkowo Niemcy organizowali wyjazdy na groby katyńskie wielu delegacji skupiających różne grupy społeczne, polskich jeńców – oficerów z terenu III Rzeszy. Jak sami później relacjonowali, nie dali się użyć do propagandy radiowo-prasowej, zgodzili się tylko na podanie wiadomości innym jeńcom. Wizyty w lesie katyńskim osób pochodzących z państw neutralnych miały dla niemieckiej akcji propagandowej bardzo duże znaczenie, uwiarygodniały bowiem jej przekaz. Informowano więc o tym, że w Wielkim Tygodniu 1943 roku miejsce zbrodni odwiedzili przedstawiciele świata artystycznego, którym pozwolono wziąć udział w pracach ekshumacyjnych. W skład tej delegacji wchodził, oprócz przedstawicieli Włoch, Holandii, Belgii, Finlandii i Protektoratu Czech i Moraw, także poeta z Hiszpanii, który wygłosił przemówienie potępiające zbrodnię bolszewicką. O tym, kto ma odwiedzać groby, zdecydowali – jeszcze na długo przed ujawnieniem odkrycia – minister propagandy Rzeszy Joseph Goebbels i Adolf Hitler. Zabiegi o opinię polską Niemcom zależało również na propagandowym sukcesie wśród Polaków. Podkreślano więc, że pierwsi o Katyniu dowiedzieli się robotnicy polscy z Organizacji Todta, którzy przybyli w te rejony wraz z jednym z niemieckich oddziałów. Po rozmowie z miejscową ludnością dowiedzieli się, że w lesie Kozie Góry leżą pomordowani oficerowie polscy. Po odkopaniu kilkorga zwłok potwierdzili te doniesienia, następnie postawili na mogile brzozowy krzyż, który pomógł natrafić na groby Niemcom. Donoszono także, że Katyń przed rewolucją w 1917 roku należał do Polaka Aleksandra Lednickiego. Miało to świadczyć o czysto polskim charakterze sprawy. Ponadto niemieckie władze wojskowe pomogły zorganizować pogrzeb gen. Mieczysława Smorawińskiego, na który sprowadzono z Lublina brata zamordowanego. Ułatwiły też wizytę delegacji polskich robotników, która przybyła na miejsce zbrodni 20 maja. Składała się ona z sześciu pracowników zakładów przemysłowych GG. „Goniec Krakowski” podał, że na miejscu zbrodni wyrazili pogardę dla katów bolszewickich i stwierdzili, że wśród polskiego świata pracy nie ma już entuzjastów komunizmu, a ideologia ta nie przetrwa. Następnie w towarzystwie red. Józefa Mackiewicza, który dołączył do nich wcześniej, złożyli skromny wieniec z napisem na szarfie: „Pomordowanym przez bolszewików oficerom Armii Polskiej – Rodacy”. W tym samym numerze „Gońca” mowa jest także o wizycie w lesie katyńskim w końcu kwietnia 1943 roku byłego premiera II Rzeczypospolitej, prof. Leona Kozłowskiego, który sam uciekł z niewoli sowieckiej i słyszał tam o zbrodniach bolszewickich. Niemcy próbowali zrobić z Katynia narodowe sanktuarium. W końcu maja donosili o pielgrzymce do oficerskich mogił Polaków ze Smoleńska, którzy złożyli kwiaty na grobach ofiar. Ostatnia informacja o wizycie na grobach katyńskich pochodzi z lipca i mówi o pobycie tam francuskiego sekretarza stanu Fernanda de Brinona, który określił zbrodnię jako „naukową organizację barbarzyństwa sowieckiego”. Podczas zwiedzania lasu katyńskiego pilnowano, aby uczestnicy wycieczek nie dowiedzieli się, że w grobach została odnaleziona niemiecka amunicja. Wzięła się tam stąd, że była importowana w latach trzydziestych w dużych ilościach z Niemiec do ZSRS, jednak nawet taka informacja zaszkodziłaby niemieckiej propagandzie. Informacja z niemieckiego dziennika propagandowego o odkryciu miejsca zbrodni na polskich oficerach w Związku Sowieckim Dokumenty ofiar Niemcy czynili także starania, aby odtworzyć losy pomordowanych oficerów polskich. Ich drogę do dołów śmierci starano się zrekonstruować na podstawie dokumentów znalezionych przy ofiarach – a więc pamiętników i listów – oraz zeznań świadków. Wśród dokumentów najcenniejsze były notatniki. Wspomniany już jeden z nich, należący do mjr. Solskiego, prowadzony był niemal do ostatnich chwil przed śmiercią. Autor wspominał o złym traktowaniu przez bolszewików jeńców i o odbieraniu oficerom pasów, zegarków i pieniędzy. Przy zwłokach generalnie nie znaleziono zegarków i kosztowności, co – zdaniem Niemców – miało wskazywać pośrednio na Sowietów jako sprawców zbrodni, choć według informacji PCK nie stwierdzono rabunkowego charakteru mordu. W innych odkopanych dziennikach znalazły się informacje z okresu pobytu w obozach: oficerowie pisali o złym traktowaniu przez władze obozowe, licznych chorobach przewodu pokarmowego i zgonach z tego powodu. Wiadomości uzyskane z pamiętników niejednokrotnie były wykorzystywane w celach propagandowych. Informacja o grupie ok. czterdziestu Polek rzekomo przebywających w Kozielsku z dziećmi, uzyskana z notatnika jednego z poruczników zamordowanych w Katyniu, miała wykazać, że bolszewicy więżą i mordują także bezbronne dzieci. Prasa gadzinowa nie omieszkała zacytować kilku listów znalezionych przy zwłokach, w których rodziny pomordowanych wyrażają niepokój o losy swoich bliskich. Przy niektórych ciałach znaleziono też zaświadczenia z innych obozów, np. listę osób przebywających w Bołotnie koło Czernihowa. Stwierdzono więc na tej podstawie, że istniały także inne obozy, a Kozielsk był obozem likwidacyjnym. Próbowano także szukać w grobach dowodów na to, że pochowani tu są również jeńcy ze Starobielska – miały o tym świadczyć znalezione listy adresowane do obozu starobielskiego. Informacja ta nie uzyskała jednak potwierdzenia, więc zaniechano pójścia jej tropem. Wiele wydobytych rzeczy wskazywało tylko na obóz w Kozielsku, oprócz pamiętników i listów odnajdywano także cygarniczki z napisem „Kozielsk” oraz pieczątki władz tego obozu na różnych dokumentach. Podczas analizy wydobytych dokumentów zdarzyło się Niemcom kilka potknięć. Na przykład bez sprawdzenia informacji podali, że w Katyniu znaleźli wielką liczbę zwłok oficerów należących do tradycyjnego pułku „Piłsudski”. Wynikało to zapewne ze złego odczytania odznaki na ramieniu jednej ofiar: inicjały „ oznaczające Szkołę Podchorążych, zostały odczytane jako „ co oznaczać miało przynależność do 1. Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. 3 czerwca 1943 roku, w związku z nadejściem pory letniej, groby zostały zasypane, a zwłoki złożone w nowych mogiłach. 25 września Katyń został zajęty przez Sowietów. Wszystkie opisane wyżej relacje z miejsca zbrodni miały bardzo cenny wymiar informacyjny, wiele z nich zostało potwierdzonych niepodważalnymi dowodami. Należy jednak pamiętać, że o ich doborze stanowiły cele niemieckiej propagandy, która niejednokrotnie naginała niektóre fakty do własnych potrzeb. Mimo to relacje z miejsca mordu były podawane bardzo sprawnie, często szybciej niż w prasie konspiracyjnej, która po raz pierwszy zachowała w tak ważnej sprawie milczenie. Uznała bowiem, że informacje niemieckie dotyczące ekshumacji są wystarczająco obfite i szczegółowe, a ponadto wiarygodne, bo podane z pierwszej ręki, potwierdzone przez komisje złożone z Polaków i przedstawicieli państw neutralnych. Nie był to jedyny powód milczenia, sprawa katyńska mogła bowiem zagrażać sojuszowi państw zachodnich z ZSRS, więc wszelki komentarz musiał być odpowiednio przemyślany. Artykuł pochodzi z numeru 12/2013 miesięcznika „ Śródtytuły dodane przez redakcję

niemcy plakat o niemczech